Strona Główna Filmy Brightburn – Syn Ciemności [RECENZJA]

Brightburn – Syn Ciemności [RECENZJA]

24 maja na ekrany kin wszedł obraz “Brightburn – Syn Ciemności”. W filmie widzimy, co by było, gdyby Superman nie chciał pomagać ludziom i zatracił się z odmętach zła. Czy pomysł ten miał wystarczający potencjał na zupełnie nową filmową opowieść?

Poznajemy Tori (Elizabeth Banks) oraz Kyle’a (David Denman) Breyerów, młode małżeństwo, które bezskutecznie stara się o potomstwo. W pobliżu ich domu rozbija się statek kosmiczny. Na jego pokładzie jest tylko niemowlę. Zatajają całe zdarzenie, kapsułę ukrywają na swojej farmie, a dziecko postanawiają wychować jak swoje. Brandon Breyer (Jackson A. Dunn), gdyż takie nadają mu imię, jest szkolnym outsiderem, a fakt, że zaczyna odkrywać w sobie niezwykłe zdolności, wcale nie przybliża go do rówieśników.

To oczywiście brzmi dosłownie identycznie, jak historia Clarka Kenta, jednak na tym podobieństwa się kończą.

Brandon Breyer nie jest bowiem szlachetnym dzieckiem o nieskalanej moralności. Koledzy i koleżanki śmieją się z niego, a on posiadając nowe argumenty w postaci niezwykłej szybkości, czy siły, nie zamierza dłużej być wyśmiewaną ofiarą losu. Co więcej, nie tylko to popycha go w stronę ciemności.

Porównanie filmowego scenariusza do historii Supermana nie jest tajemnicą, gdyż cały marketing i promocja tej produkcji opierała się właśnie na tym pomyśle. Co więcej, film w trailerach i materiałach prasowych sygnowany jest nazwiskiem Jamesa Gunna – twórcy między innymi filmowych Strażników Galaktyki. Owszem jest on jednym z producentów, jednakże za scenariusz odpowiadali Brian Gunn oraz Mark Gunn (zbieżność nazwisk oczywiście nie jest przypadkowa), natomiast reżyserem obrazu jest David Yarovesky.

Co do samej stylistyki i jakości produkcji, to muszę przyznać, że jak na dość skromny budżet (6 milionów dolarów), film nie sprawia wrażenia taniego. Niemniej dostajemy pewne smaczki nawiązujące do kina klasy B. Idąc na seans oczekiwałem, iż mniej będzie straszenia zza pleców, a więcej moralnego niepokoju, jednak nie wiedziałem czego się do końca spodziewać. Jak się okazało twórcy sami z resztą nie wiedzieli w którą pójść stronę.

Budując grozę otarli się nawet o gore i wylane hektolitry krwi.

I tak powracając do pytania, czy pomysł na taką wariację na temat Supermana miał potencjał? Tak, oczywiście, ogromny, jednak moim zdaniem niedostatecznie wyeksploatowany. Niemniej film ogląda się bardzo przyjemnie. Niewiele było w kinie produkcji łączących horrory z filmami gatunku superhero. Jest to pewien powiew świeżości. Ogląda się go dobrze, lekko, jednak po seansie czuć pewien niedosyt.

Scenariusz pozostawia dużo niedopowiedzeń, a jego niespójności są momentami rażące. Chciałbym aby powstała kontynuacja, która wyjaśni niedomówienia i rozwinie całą mitologię przybysza z obcej planety. Jednak boję się, że pierwsza część może się nie obronić i nie przynieść wystarczającego zysku aby w ogóle zaczęto mówić o sequelu. Niemniej uważam, że wspaniałe byłoby stworzenie całkiem nowego uniwersum mrocznych bohaterów.

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o