Strona Główna Komiksy Co by było gdyby Victor Von Doom pokonał Reeda Richardsa?

Co by było gdyby Victor Von Doom pokonał Reeda Richardsa?

Artykuł może zawierać spoilery do ostatniego zeszytu komiksu Marvel 2-In-One #4. Jeżeli jednak chcecie się dowiedzieć, co by się stało, gdyby Victor Von Doom zwyciężył z Richardsem, czytajcie śmiało.

Reed Richards jest wrakiem człowieka. Nie martwcie się jednak – to nie nasz Mr. Fantastic, który wybrał się na eksplorację i odbudowę Mutliversum po wydarzeniu Secret Wars. Nie, ten Reed przynależy do alternatywnej rzeczywistości w Uniwersum Marvela, w którym to Victor Von Doom stał się wyższym bytem.

Marvel 2-In-One od pisarza Chipa Zdarsky’ego to prawdziwa wycieczka po nostalgii od pierwszego zeszytu komiksu. On i artysta Jim Cheung zabrali nas już do Fantastic Four #1 pokazując Monster Island rządzoną przez Mole Mana. W najnowszym, czwartym zeszycie, ilustrowanym przez Valerio Schitiego powraca kolejne ważne wydarzenie pod tytułem The Coming of Galactus (Nadejście Galactusa). Pożeracz Światów zadebiutował w marcu 1966 roku w zeszycie Fantastycznej Czwórki, w którym nasza drużyna po walce z Inhumans w Attilan powracają do Nowego Jorku i widzą niebo w ogniu. To, co zobaczyli to nie koniec świata, a środek by jemu zapobiec. Łamiąc swoją przysięgę o tym, by nie ingerować, Watcher Oatu stworzył pożogę, by ukryć Ziemię przez Srebrnym Surferem. Wtedy SS był Heroldem Galactusa, który poszukiwał dla niego światów do zjedzenia.

Przez następne dwa zeszyty, Reed wraz z FF toczą ciężki bój, by powstrzymać Pożeracza Światów przed zniszczeniem Ziemi. W końcu udało im się zwyciężyć dzięki pomocy Watchera i Surfera. Czując zagrożenie ze strony Mr. Fantastica grożącego mu potężną bronią, Galactus decyduje się opuścić planetę. Oczywiście byt pozbawił Silver Surfera jego Kosmicznej Mocy, co spowodowało jego wieloletnie uwięzienie na Ziemi.

Co jednak z wydarzeniami w teraźniejszym komiksie?

Marvel 2-In-One #4 jest swoistym hołdem dla tej historii, lecz dodaje jej niespodziewany koniec. Kiedy Ben i Johnny ubrani w nowe stroje przybywają na alternatywną Ziemię witają ich zaskoczeni Wolverine i She-Hulk. Oboje są Agentami TARCZY i myślą, że przybysze to Skrulle. Dopiero po bitwie i zranieniu Ludzkiej Pochodni dają się przekonać, że jest inaczej. Wkrótce się przekonujemy, że Ben Grimm z tej rzeczywistości nie żyje, a Johnny Storm to persona non-grata. Okazuje się, że tutaj również przeżyli nalot Galactusa, jednak sprawy się mają zupełnie inaczej. Samobójcza próba powstrzymania potężnego bytu przez Thinga nie powiodła się, został natychmiastowo zdezintegrowany.

Johnny również grał jakąś rolę w tej tragedii, ponieważ nie nasz Reed krzyczy na nich: Gdyby Johnny tu był, wszyscy bylibyśmy martwi. Nie wiemy co się stało, jednak to wydarzenie musiało być jednym z ważniejszych czynników załamania się Richardsa. Może Human Torch stał się jednym z Heroldów Galactusa? Może zawarł z nim umowę, która pomogła mu wydobyć jego dziewczynę Crystal (tak, tę z Inhumans) ze Strefy Negatwnej?

Reed stał się w tym komiksie pracoholikiem, próbuje ulepszać świat jak najbardziej się da, pomaga mu Bestia znany z X-Men. Obsesja sprawia, że prócz ciągłej pracy popada również w alkoholizm, przez co Sue go zostawia i zostaje dyrektorem TARCZY. Nie tylko to się zmieniło, Galactus został pokonany przez to, że Victor Von Doom się z nim połączył. To spowodowało, że najeźdźca nie skonsumował Ziemi, została ona uratowana przez złoczyńcę, jednak to miało swój koszt…

Victor Von Doom Galactus

Najbardziej szokująca była kolejna strona… Mimo, że Ziemia ocalała, to głód Galactusa połączony z łaknieniem mocy złoczyńcy stały się końcem wszechświata. Victor Von Doom skonsumował wszystko prócz Ziemi. Z całego alternatywnego uniwersum zostało tylko to:

Victor Von Doom zjadł wszechświat

W przeciwieństwie do wydarzeń z Secret Wars z 2015 roku, tutaj to Reed jest tym, który trzyma razem to, co pozostało z rzeczywistości. Co myślicie o takiej wersji historii z Galactusem?

źródło: cbr.com

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o