Strona Główna Komiksy „Deadpooliana wybrane” – recenzja komiksu

„Deadpooliana wybrane” – recenzja komiksu

W ostatnich latach popularność antybohatera o imieniu Deadpool znacznie wzrosła głównie dzięki dwóm pełnometrażowym filmom. Wydawnictwo Egmont podczas zamieszania wokół Deadpoola postanowiło wypuścić serię komiksów o Wilsonie.

Dziesiąty już tom przygód antybohatera pt. „Deadpooliana wybrane” (kto wymyślał ten tytuł?!) odbiega swoją konwencją od pozostałych, gdyż jak sama nazwa sugeruje jest to kilka niepołączonych ze sobą wybranych historii Wade’a Wilsona, które powstały na potrzeby annuali i innych specjalnych numerów. Wspólnym aspektem każdej historii jest współpraca Deadpoola z innym bohaterem bądź bohaterami.

Na samym początku możemy przeczytać o spółce lubianego przez wszystkich Pajęczaka i Deadpoola, którzy łączą swoje siły przeciwko łotrowi mieszającemu Spider-Manowi w głowie. Co więcej, Deadpool ewidentnie robi sobie jaja z alter ego Petera Parkera. W kolejnej bardzo absurdalnej historii, bohater dostaje zlecenie by wyeliminować grupę zmutowanych zwierzaków, które napadają parki wodne i cyrki. Jest to ten rodzaj opowieści, w którym poziom absurdu przekracza wszelkie normy. Czyta się to dość przyjemnie ale czuć że czasem jest to przeciągane na siłę.

Następną, najciekawszą i najbardziej  „normalną” historią według mnie jest wspólna misja Deadpoola i emerytowanego Kapitana Ameryki. Wyruszają oni na wspólną misję by zapobiec próbie sklonowania Wolverine’a – który, jak pamiętamy – zszedł z areny życia (Śmierć Wolverina). Najlepszym aspektem tej opowieści jest chyba Steve Rogers, który mimo podeszłego wieku ciągle zaskakuje swoją energią i wytrwałością w walce. Oczywiście można się dopatrzeć kilku luk w fabule, jednak klimat i umiarkowane żarty nam to wynagradzają.

Ostatnią i zarazem najdłuższą historią w tomie jest spotkanie WilsonaThanosem.

Celem spotkania jest rozwikłanie zagadki nagłego zniknięcia uosobienia Śmierci, w której obaj panowie są po uszy zakochani. Ta część miała bardzo ciekawy pomysł na siebie, lecz nie wykorzystano jej pełnego potencjału. Może niektórych czytelników lekko przynudzać zwłaszcza w środku opowieści. Czuć, że jest ona przedłużana na siłę. Żarty Deadpoola powinny nas rozbawiać, a w tym konkretnym przypadku są one bardzo powtarzalne i dość ubogie, jak na regenerującego się żartownisia. W końcu ile razy można czytać o tym jak Deadpool śmieje się z Thanosa, a ten w brutalny sposób się na nim odgryza?! Kiedy jednak przejdziemy przez ten monotonny fragment, możemy nacieszyć się bardzo widowiskowym i niespodziewanym zakończeniem. Na mnie osobiście wywarło ogromne wrażenie, aż miałem ciarki na całym ciele widząc co tam się dzieje.

Podsumowując, „Deadpooliana Wybrane” dla fanów i hobbystów to kolejny komiks w kolekcji, który czyta się dość przyjemnie, jednak może zostawiać lekki niedosyt. Dowcipy i historie trzeba przyjmować z lekkim przymrużeniem oka, ponieważ brane na poważnie tracą na wartości. Jest on idealny dla osób, które nigdy wcześniej nie czytały komiksów z Deadpoolem a chcą się z nim zapoznać. Nie ciągnie on dalej historii ze wcześniejszych tomów, a jest on tylko zlepkiem kilku wybranych śmiesznych przygód Wada Wilsona.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o