Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda to drugi z pięciu zaplanowanych filmów nowej sagi od J.K. Rowling. Film był promowany na bardzo dużą skalę zwiastunami, plakatami, czy też figurkami i gadżetami. Czy przełożyło się to na sukces filmu? Tego dowiecie się w tej recenzji, oczywiście bez spoilerów.

Jako ogromny fan serii książek o młodym czarodzieju nie mogłem przejść obojętnie obok tej, jak i poprzedniej części nowej filmowej sagi. Pierwsza część ma w sobie coś sentymentalnego, ale po jakimś czasie już nieco się nudzi. Tutaj jest zupełnie inaczej. Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda to bardzo udana kontynuacja fantastycznego świata czarodziejów.

Akcja filmu dzieje się parę miesięcy po tym, co widzieliśmy w pierwszej części.

Grindelwald oczywiście ucieka z więzienia, zbiera swoich zwolenników i rusza na podbój świata czarodziejów i mugoli. Newt Scamander skończył pisać swoją książkę „Fantastyczne Zwierzęta i jak je znaleźć”, która to przyniosła mu sławę. Jednocześnie otrzymał zakaz opuszczania kraju ze względu na udział w wydarzeniach, które działy się w Nowym Jorku.

W tym samym czasie o pomoc w pewnej sprawie zgłasza się do niego Albus Dumbledore i okazuje się, że jego głównym zadaniem jest odnalezienie Credence’a ukrywającego się w Paryżu. Co więcej, musi tego dokonać  zanim zrobi to Grindelwald, który chce wykorzystać go do swoich celów.

Przedyskutujmy mocne i słabe strony filmu Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda.

Słabe Strony:

  • Chaos w scenariuszu – Często przeskakujemy z jednego miejsca w drugie i nie wiemy co się dzieje. Czasami pojawiają się dość duże dziury w fabule. Akcja natomiast rozkręca się zbyt wolno.
  • Długość – Film jest zdecydowanie za krótki na opowiedzenie tej historii. Wiem, że nie chcieli wrzucać wszystkiego do jednego filmu, ale mogli rozszerzyć niektóre niewyjaśnione wątki.
  • Credence – Ezra Miller zagrał jak mógł, ale jego historia jest pociągnięta trochę na siłę. Momentami można by pomyśleć, że film nie jest o Newcie, tylko właśnie o Credencie – co jak dla mnie jest bardzo na minus.
  • Efekty Specjalne – Niektóre Efekty czasami są niedopracowane, ale nie sprawiają jakiegoś większego problemu przy oglądaniu filmu.

Mocne Strony:

  • Plan Grindelwalda i on sam – Gellert Grindelwald mówiąc o swoim planie punktuje każdy jego detal, każdą część uzasadnia, udowadnia, że ma sens i tylko on może poprowadzić czarodziejów do walki, gdyż rozumie co trzeba zrobić i jest gotowy się poświęcić, aby zrealizować ten cel. Uważa, że każdy człowiek jest do czegoś stworzony. No i ma super Zamek w Austrii, który znamy z ”Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci” – tylko tu jest jeszcze w bardzo dobrym stanie. Johnny Deep wypada fantastycznie w tej roli i pokazuje, że nie musi grać pijanego pirata, by pokazać co umie.
  • Fantastyczne Zwierzęta – Trafieniem w punkt było pokazanie, jak wygląda mieszkanie Newta, jego laboratorium i zwierzęta, które w nim mieszkają. Nie przesadzono z użyciem nowych zwierząt, które musiałyby zabrać połowę filmu, tylko zostały użyte w bardzo profesjonalnie wykalkulowanych momentach.
  • Easter Eggi – Dla prawdziwych fanów film będzie perełką jeśli chodzi o nawiązania do poprzednich części, czy pojawienie się niektórych postaci, zaklęć, przedmiotów, a nawet historii. Ja osobiście zauważyłem jakieś 15 może 16 takich niespodzianek.
  • Wyjaśnianie pewnych wątków – Film dosyć solidnie i z sensem wyjaśnia co i dlaczego się stało, dzieje lub będzie się działo z niektórymi postaciami takimi, jak Dumbledore (dlaczego nie może przeciwstawić się Grindelwaldowi) czy Nagini (dlaczego w filmie jest człowiekiem, a w Harrym Potterze wężem).
  • Postacie – Osobiście dawno nie spotkałem się z takim zabiegiem, że postacie pierwszo-, drugo- i trzecio-planowe mają podobną ilość czasu na ekranie – co pozwala nam na poznanie motywacji niektórych z nich i ich samych. Tacy bohaterowie, jak Newt, Tina, Queenie i Grindelwald przechodzą bardzo duży rozwój, który nie jest wymuszony. Wraz z rozwijaniem się fabuły widzimy, jak bohaterowie się zmieniają.
  • Finał – Bez najmniejszych zahamowań i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że końcówka filmu wgniata w fotel i otwiera masę drzwi na wydarzenia w następnych filmach. Jest masa zwrotów akcji oraz oczywiście mnóstwo samej magii.
  • Dumbledore  – Pewnie się zastanawiacie dlaczego dałem Dumbledore’a osobno. Dlatego, że na to jak najbardziej zasługuje. Jude Law rewelacyjnie odgrywa rolę manipulującego (w aktualnej osi czasu po raz pierwszy) chłopakiem o szlachetnym sercu człowieka. Jest bardzo charyzmatyczny, umie rozmawiać z każdym i nie da się go nie lubić. Jego historia, motywacja,  cel – to wszystko ma sens. Poznajemy go od zupełnie nowej strony. Mimo iż dostał tylko parę scen, to i tak pokazał, że to był dobry pomysł, aby pokazać go na ekranie.
  • Muzyka – James Newton Howard skomponował iście fantastyczną ścieżkę dźwiękową. Jest dobrana perfekcyjnie pod każdą ze scen, aż nie idzie się o co przyczepić. Niektóre sceny które słabo wypadały, zyskiwały klimat i odciągały od ich poziomu właśnie dzięki muzyce.

Zatem na pytanie czy film Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda jest sukcesem, muszę odpowiedzieć, że moim zdaniem tak.

To jest jeden z tych przykładów gdzie fani serii będą wychodzili z seansu z dużym uśmiechem na twarzy i będą bardzo usatysfakcjonowani. Natomiast mugole i niemagiczni widzowie mogą przejść koło produkcji obojętnie. Mnie osobiście film bardzo się podobał i z niecierpliwością czekam na kolejną część, której premiera zapowiedziana jest już za 2 lata.

 

Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda już w kinach.

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o