Strona Główna Filmy My to Venom [RECENZJA]

My to Venom [RECENZJA]

Oczekiwanie na film Venom dobiegło końca. Już 5 października produkcja trafi do kin. Czy warto się wybrać do kina? Czego się spodziewać? Zapraszam do przeczytania bezspoilerowej recenzji.

Już od czasu pierwszych zapowiedzi filmu o najbardziej znanym symbioncie Marvela, filmowi towarzyszyła fraza „We are Venom”. I własnie to swoiste „My to Venom” jest ideą przyświecającą produkcji. Po pierwsze mówi o mnogości głównych bohaterów. Po drugie stanowi o tym, że my widzowie też możemy się z bohaterami utożsamić. Jednakże nie od początku filmu w to wierzyłem.

Początkowo nie dostałem punktu zaczepienia, dzięki któremu z miejsca polubiłbym głównego bohatera. Podobnie trudno było zaakceptować obecność symbiont Eddiemu. Filmowy Eddie Brock jest popularnym dziennikarzem śledczym, którego bezkompromisowa wnikliwość zmusiła do przeprowadzki z Nowego Jorku do San Francisco. Teraz dostaje zlecenie by przeprowadzić bezinwazyjny wywiad z założycielem firmy Life Foundation, Carltonem Drakem.

Drake w swoich działaniach naukowych nie ma moralnych barier i nie cofnie się przed niczym. Eddie odkrywa pewne „trupy w szafie”, przez co wywiad nie idzie zbyt dobrze. W efekcie zadarcia z wpływowym miliarderem Eddie traci wszystko, reputację, pracę oraz ukochaną. Znajduje się w miejscu, gdzie nie ma już nic do stracenia. Wtedy pojawia się symbiont z obcej planety, Venom.

Film nie jest doskonały. W scenariuszu widać pewne dziury, a dialogi momentami wydają się nieco sztuczne. Aczkolwiek nie wiem do końca jak naturalnie powinien brzmieć dialog z obcą istotą, która siedzi wewnątrz ciebie. Niedopracowania można tłumaczyć chaotyczną naturą działań samego Venoma.

Centrum fabuły stanowi relacja pomiędzy Eddiem a Venomem.

Ich wzajemna próba dogadania się, wzajemnego zrozumienia jest najciekawszym elementem tej historii. Ich konwersacje zawierają także większość humoru, jaki pojawia się w filmie. Co ciekawe za głosem Venoma stoi nie kto inny, jak Tom Hardy, który wciela się w Eddiego Brocka. Aktor jest największą atrakcją tego filmu. Po seansie nie mogę sobie wyobrazić innego aktora w roli Eddiego Brocka, podobnie jak nie mogę sobie wyobrazić nikogo innego, niż Ryan Reynolds, w roli Deadpoola.

Pozostali członkowie obsady sprawują się całkiem poprawnie. Nie mają jednakże dużego pola manewru. Dużą pulę scen zabierają aktorom sceny w CGI. Efekty wyglądają imponująco, sceny walki są wykonane solidnie, jednakże momentami wszystko dzieje się nieco zbyt szybko. Łatwo coś przeoczyć.

Po filmie warto poczekać na sceny po napisach. Zdradzę, iż są dwie takie sceny i obydwie prezentują się świetnie. Tradycyjnie pojawia się także cameo legendarnego twórcy z Domu Pomysłów, Stana Lee.

Sony próbuje stworzyć swoje własne uniwersum skomponowane z postaci ze świata Spider-Mana, ale bez samej postaci Pajęczaka. Pierwszą część instalacji możemy już obejrzeć i bardzo kibicuję temu filmowi. Pomimo kilku mankamentów, na seansie bawiłem się przednio. Mam nadzieję, iż jest to początek pięknego nowego kinowego uniwersum.

 

Venom, obcy symbiont, jedna z najważniejszych, najbardziej złożonych postaci Marvela wychodzi z cienia, wchodząc w ciało i osobowość Eddiego Brocka (Tom Hardy). Jako dziennikarz, Eddie próbował zdemaskować niecne działania słynnej firmy Life Foundation, prowadzonej przez naukowca Carltona Drake’a (Riz Ahmed). Przez lata stało się to jego obsesją, zniszczyło mu karierę oraz związek z Anne (Michelle Williams).

Kiedy jeden z eksperymentów Drake’a – obcy Venom – scala się z ciałem Brocka, ten otrzymuje nagle supermoce i zdolność robienia wszystkiego, czego tylko zapragnie. Wynaturzony, mroczny, nieprzewidywalny, agresywny Venom w ciele Brocka sprawia, że Eddie próbuje zapanować nad nowymi mocami, choć zauważa też, że są inspirujące i kuszące. Jeden i drugi starają się przejąć kontrolę nad sobą nawzajem i dostać to, czego chcą, coraz bardziej spajając się ze sobą.

POCZĄTEK PIĘKNEGO UNIWERSUM
Ocena Ogólna
85 %

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o