Strona Główna Filmy Player One [RECENZJA]

Player One [RECENZJA]

Film Player One, który w polskich kinach zobaczymy już 6. kwietnia jest niewątpliwie największym zbiorem Easter Eggów i odniesień do szeroko pojętej pop kultury, z jakim kiedykolwiek przyjdzie nam do czynienia.

Steven Spielberg rozpoczynając prace nad adaptacją książki Ready Player One autorstwa Ernesta Cline’a chciał poruszyć serca geeków na całym świecie. Zarówno tych młodszych, jak i starszych. Czy mu się to udało? Absolutnie tak. Zapraszam do przeczytania bezspoilerowej recenzji.

Akcja filmu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości – w roku 2045, a cały świat jest ogarnięty niemałą ruiną. O realnej i często nieciekawej rzeczywistości można jednak szybko zapomnieć. Wystarczy założyć odpowiedni sprzęt, założyć gogle i już przenosimy się do OASIS. Jest to wirtualna rzeczywistość, gdzie każdy może być lepszą wersją siebie. Pozornie jedynymi ograniczeniami jest wyobraźnia oraz zasobność portfela.

Twórcą tego świata jest niezwykle osobliwy nerd James Holliday. Nie doczekał jednak naszych czasó, ale przed śmiercią sporządził testament. Umieścił w OASIS ostatni Easter Egg. Ten, kto go odnajdzie zostanie wynagrodzony kosmiczną kwotą pieniężną oraz przejmie kontrolę nad udziałami całego imperium, które zbudował Holliday.

Do odnalezienia geekowskiego artefaktu prowadzi wyboista droga usłana niebanalnymi zadaniami. Każde z nich wymaga umiejętności i rozszyfrowania wskazówek zostawionych prze Jamesa Hollidaya.

Główny bohater filmu nazywa się Wade Watts. Mieszka w dość nieciekawej dzielnicy, w nieciekawym otoczeniu, które niewątpliwie go przytłacza. Podobnie jak inni, ucieka do alternatywnego świata OASIS. Tam znają go jako Parcival. Tam też ma przyjaciół – i chociaż są oni wirtualni, zdają się być lepszą alternatywą od szarej i samotnej egzystencji realnego świata. Ci przyjaciele staną się także jego sprzymierzeńcami, gdy trzeba będzie ocalić świat, który ich łączy.

Wade mówi, iż jego imię wymyślił ojciec tak, by brzmiało jak imię superbohatera. Wade Watts miał być niczym Peter Parker, czy Bruce Banner i poniekąd jest. Chłopak z marzeniami i z niezwykłymi pokładami energii by zmieniać świat. A skoro już nawiązaliśmy do innych popkulturowych światów to trzeba powiedzieć nieco więcej o świecie przedstawionym w OASIS.

Cały film jest dosłownie przeładowany wszelkiego rodzaju odniesieniami do znanych filmów, czy gier. Zarówno tych oldschoolowych, jak i świeższych. To właśnie popkulturowe wspomnienia oraz wyobraźnia Hollidaya oraz wszystkich graczy tworzy OASIS. Mamy nawiązania do Powrotu do Przyszłości, Godzilli, King Konga, Lśnienia, czy gier Blizzarda, Nintendo, czy Atari.

Postaci pokazane w filmie bardzo szybko zaczyna się lubić, czy nienawidzić.

Z niektórymi można się także utożsamiać. Pomaga temu zdecydowanie świetnie dobrana obsada. Chociaż niektórzy bohaterowie mogą wydawać się dość sztampowi i infantylni, to w tym świecie wpisuje się to w konwencję filmu. W obsadzie filmu Player One wystąpili między innymi: Tye Sheridan (aktora możecie kojarzyć z roli Scotta Summersa z ostatnich filmów X-Men), Olivia Cooke, Ben Mendelsohn, T.J. Miller, Simon Pegg, Mark Rylance.

Podsumowując seans powiedzmy sobie kilka rzeczy wprost. Głównym wątkiem jest pogoń za Easter Eggiem, który przedstawiony niczym święty Graal, daje władzę nad wirtualnym światem. Świetni bohaterowie, szalony antagonista oraz świat, w którym wszystko jest możliwe, to składniki, które gwarantują świetną zabawę. Dodatkowo każdy uśmiechnie się gdy tylko zobaczy jakiegoś małego wewnętrznego easter egga filmu – czyli co chwilę.

Ja w kinowym fotelu czułem się niczym pasażer DeLoreana. Odbywałem podróż w czasie zarówno do swojego dzieciństwa, jak i w odmęty swojej geekowskiej podświadomości. Oglądając Player One czułem się absolutnie fantastycznie. Wiem, że na jednym seansie się na pewno nie skończy.

Player One w polskich kinach już od 6 kwietnia.

Player One
Ocena Ogólna
Absolutnie obowiązkowa pozycja dla wszystkich geeków!
95 %

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o