Strona Główna Filmy Spider-Man: Uniwersum [RECENZJA]

Spider-Man: Uniwersum [RECENZJA]

Najnowszy film ze Spider-Manem w roli głównej zagości w kinach już 25 grudnia tego roku. Będzie to wspaniały prezent świąteczny dla wszystkich geeków i fanów gatunku.

Spider-Man: Uniwersum to najnowsza filmowa adaptacji przygód jednego z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych bohaterów. Co więcej, Spider-Man – bo o nim mowa występuje tu w kilku inkarnacjach. Całość jest umiejętnie wyważona,  świetnie opowiedziana i zaserwowana w bardzo niecodziennym stylu animacji. Śmiało mogę powiedzieć, że tak dobrego filmu o Spider-Manie jeszcze nie było. Zapraszam do przeczytania wolnej od spoilerów recenzji filmu.

Fabuła skupia się głównie na postaci Milesa Moralesa. Chłopak ma problemy ze znalezieniem własnej tożsamości, własnej drogi, którą chce podążać w życiu. Nowa szkołą i ojciec policjant nie ułatwiają mu życia. Jakby problemów było mało, chłopak zyskuje pajęcze moce. W tym świecie jednakże jest już jeden Spider-Man.

Po co więc komu drugi Człowiek Pająk?

Wszystko jednak zmienia się diametralnie, kiedy ten pierwszy Spider-Man, czyli Peter Parker, ginie. Natomiast w mieście otwierają się szczeliny do innych wymiarów, a wraz z nimi do tego świata trafiają alternatywne postaci związane z pajęczymi mocami. I tu przechodzimy do postaci w filmie, których jest naprawdę sporo.

Poza Milesem Moralesem, którego możecie znać z komiksu Ultimate Spider-Man, są tu także bohaterowie z alternatywnych rzeczywistości takie, jak: Peter Parker/Spider-Man, który już ma swoje lata, i któremu nie wszystko w życiu wyszło, Gwen Stacy/Spider-Woman (postać znana szerzej z serii komiksów Spider-Gwen – więcej o niej możecie znaleźć TUTAJ), Peter Porker/Spider-Ham, czyli pajęcza świnka z uniwersów gadających zwierzaków, Peni Parker/SP//dr, pochodząca z Tokyo przyszłości oraz Spider-Man Noir z czarno-białego świata w stylu Noir.

Wydawać by się mogło, że taka zbieranina i mieszanka różnorodnych i oryginalnych postaci nie sprawdzi się w jednym filmie – nawet animowanym. W dodatku każda z nich jest rysowana i animowana w odmienny i charakterystyczny dla siebie sposób. Nic jednak bardziej mylnego. Sam byłem bardzo sceptyczny, jednakże efekt finalny zachwyca i otwiera umysł na jeszcze więcej.

A więcej zdecydowanie nadchodzi…

Dostajemy bowiem cały wachlarz złoczyńców. Od Kingpina, poprzez Zielonego Goblina, po Scorpiona i Prowlera. Ale nie tylko. Bohaterów w tym filmie jest zdecydowanie więcej. Od rodziców Milesa, poprzez genialną Cioteczkę May, aż do mniejszych ale ciekawych postaci epizodycznych. Rzecz jasna jest tu także Stan Lee, którego cameo zdaje się być dłuższe niż kiedykolwiek.

Powiem także, że po filmie warto wstrzymać się z wyjściem z sali, gdyż zobaczymy jeszcze dwie sceny po napisach. Warto poczekać, gdyż najlepszy Easter Egg filmu twórcy zostawili właśnie na sam koniec. A skoro już o Easter Eggach mowa, to w filmie jest ich całkiem sporo. Odnoszą się one zarówno do komiksów, pop kultury, jak i do wcześniejszych filmowych ekranizacji Spider-Mana.

Spider-Man: Uniwersum to kwintesencja przygód Przyjaznego Pająka z Sąsiedztwa.

Mimo iż jest to film animowany, nie ma mowy o lekkim podejściu do tematu. Produkcja ma mięsistą fabułę, opowiedzianą w bardzo ciekawy i dość nowatorski sposób. Jednym z największych dylematów w filmach o superbohaterach jest ten, czy opowiadać origin – czyli początki powstania bohatera, czy go ominąć. Tutaj znaleziono złoty środek. Można powiedzieć, iż Spider-Man: Uniwersum to idealna mieszanka akcji, humoru i nostalgii. Ta nostalgia to to, co przyciągnie do kin starszych widzów, którzy wychowali się marząc o tym, że kiedyś ukąsi ich radioaktywny pająk. A przynajmniej ja tak miałem. Wy nie?

 

Spider-Man: Uniwersum w kinach już od 25 grudnia.

Dziękuję Cinema City za możliwość obejrzenia filmu przed premierą.

Spider-Man: Uniwersum
Ocena Ogólna
100 %

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o